Komisariat to relikt PRL-u. Za biurkiem „frustraci bez sprzętu”

– Przestępczość na Bemowie rośnie, a mieszkańców obsługują frustraci bez sprzętu – to jeden z komentarzy mieszkanki naszej dzielnicy, opisującej swoje wrażenia po wizycie w komisariacie przy Raginisa.

– Zgłoszenia są przyjmowane w warunkach gorszych niż w PRL-u. Policjanci protokoły zgłoszeń wypisują ręcznie, żeby zrobić kopię idą na drugi koniec budynku, często zabierając dokumenty osobiste, bez możliwości pójścia z nimi. Zamiast kopiować treść przesłuchania, piszą je od nowa, na nowych arkuszach. Sprawy ciągną się tygodniami, bo brak ludzi. Policjant narzekał, że mu dodaję pracy, bo zgłaszam przestępstwo. Miałam ostatnio dwie kradzieże, więc bywałam na posterunku wielokrotnie – napisała w mediach społecznościowych pani Ala.

„Komisariat jak z kraju trzeciego świata”

– Bemowo ma prawie 200 tys. mieszkańców i kilka tysięcy firm, a sprawy załatwiane są na posterunku, gdzie pracuje może 20 funkcjonariuszy. Inne dzielnice mają komendy rejonowe, a Bemowo to taki dziki zachód z jednym komisariatem – przy Raginisa. Przy Pirenejskiej jest tylko biuro dzielnicowych, nie można tam zgłosić przestępstwa ani żadnej sprawy załatwić. Brak komputerów, drukarek, biurka takie, że trzeszczą pod ciężarem osoby piszącej, krzesła rozchybotane, kontakty powyrywane, brak żarówek, kable na wierzchu, jedno ksero na cały obiekt, ściany odrapane. Wizualnie i technicznie jest okropnie. Zupełnie jak z kraju trzeciego świata. Policjanci niedoinwestowani, widać, że zapał coraz mniejszy, sfrustrowani. Nie mam nic do ich pracy, ale warunki, jakie mają są niedopuszczalne – kontynuuje swój wywód pani Ala. Czy rzeczywiście jest tak źle?

„Lepsze warunki są przedmiotem troski”  Czytaj dalej…

http://tustolica.pl/komisariat-to-relikt-prl-u-za-biurkiem-frustraci-bez-sprzetu_77176