Czym się różni balkon od policjanta? Balkon może utrzymać 5-osobową rodzinę…

Portal bezprawnik.pl w artykule zatytułowanym: „Szef policji nie widzi problemu, że nawet w Biedronce zarabia się więcej” nawiązuje do akcji protestacyjnej związkowców policyjnych.

Zagadka. Kto zarabia więcej, funkcjonariusz, który bądź co bądź naraża swoje życie i pełni bardzo odpowiedzialną funkcję, czy może kasjer w Biedronce czy Lidlu? I kolejna zagadka: co na to szefowie funkcjonariuszy? Zarobki w policji owszem, wzrosły w ostatnich latach, ale kariera w mundurze średnio się opłaca. Ale szefowie policjantów uważają, że problem nie istnieje, „bo misja”.

Jakie naprawdę są zarobki w policji? Na początek, podczas szkolenia, to niecałe 2 tysiące. Po nim można dostać 2,8 tys. netto. Komendant komisariatu specjalistycznego oczywiście zarobi już więcej – ok. 5,2 tys. To oczywiście zarobki uśrednione, w praktyce często wygląda to inaczej. Szału nie ma, tym bardziej, że początkujący kasjer w Biedronce dostanie 2,6 tys., a w Lidlu jeszcze więcej.

Coś tu jest nie tak – mówiąc eufemistycznie. Każda praca powinna być solidnie wynagradzana, ale policjanci narażają zdrowie, czasem życie, muszą przejść wiele szkoleń, są narażeni na stres – i tak dalej. Poza tym to bardzo odpowiedzialna społecznie funkcja. Taki stan rzeczy powinien więc spędzać sen z powiek policyjnym dowódcom oraz politykom. Tych ostatnich pomińmy milczeniem, ale dowódcy? Czy czują się niekomfortowo, że w Biedronce można zrobić więcej niż u nich na komisariacie? Nic z tych rzeczy.

Szef łódzkiej policji: u nas nie pracuje się dla kasy

Jeśli ktoś się zastanawia, czy w markecie zarobi więcej, nie powinien zakładać munduru – tak mówił w rozmowie z „Wyborczą” insp. Andrzej Łapiński, łódzki komendant wojewódzki.

Trzeba przyznać, że zarabia też bez szału jak na piastowane stanowisko. Prawdopodobnie ok. 9,5 tys. Ale to nie problem, bo…

[Pieniądze] nie powinny być główną motywacją. To korupcjogenne. Kiedy wstępowałem do policji, pracowałem w bardzo ciężkich warunkach. […] Radość z uratowania komuś życia, chwila kiedy informuje się okradzionego, że odzyskaliśmy majątek jego życia, uśmiech matki, której dziecko znaleźliśmy – to jest najlepszą zapłatą.

Chce się powiedzieć: powodzenia w przyjmowaniu nowych funkcjonariuszy. Może kiedyś dało się ludziom wciskać, że zarobki za trudną pracę nie są najważniejsze. Ok, nie są, ale jak można wymagać od kogoś narażania życia i płacić mu mniej niż w Biedronce? W tym samym wywiadzie szef łódzkich policjantów przyznaje, że rekrutować do policji coraz ciężej. Zaskakujące, prawda?

Policja ma kiepską reputację. Zarobki w policji to tylko część problemu, ale…

Policja w Polsce nie ma najlepszej opinii, w przeciwieństwie do na przykład straży pożarnej, w której notabene zarobki są jeszcze bardziej skandaliczne. O tym, czemu policja ma tak zły PR można oczywiście dyskutować godzinami. Fakt, że ta instytucja chyba w żadnym kraju nie cieszy się wielką popularnością. U nas nie pomaga zaangażowanie polityczne dowódców czy sprawy, jak ta z Igorem Stachowiakiem.

Ale częściowo wpływa na to po prostu kasa. Owszem, będą zapaleńcy, którzy zawsze będą chcieli służyć w mundurze – i oni będą szli do policji, nawet jak zarobią więcej w Lidlu. Zawsze będą też tacy, którzy będą szli do służby, aby wyżywać się na innych i poczuć władzę. Tego nie unikniemy. Ale aby policja była zdrowa i skuteczna, musi przyciągać po prostu zwykłych ludzi, którzy będą chcieli tam robić kariery. Mieć miejsce w pracy, w którym można awansować, dzięki któremu można utrzymać rodzinę. To banał, jasne. Problem w tym, że nie rozumie tego ani insp. Łapiński, ani jego przełożeni.

Ponoć w policji krąży taki żart. Czym się różni balkon od funkcjonariusza? Balkon może utrzymać pięcioosobową rodzinę. Póki takie dowcipy będą opowiadane na komisariatach, naprawdę trudno będzie nam się czuć bezpiecznie na ulicach.