Przewodniczący NSZZ Policjantów: Joachim Brudziński to nie David Copperfield

My mamy dosyć obietnic i chcemy konkretnych propozycji. W obietnice już nikt nie uwierzy – tak o sytuacji w policji oraz strajku stróżów prawa mówi przewodniczący NSZZ Policji, Rafał Jankowski.

– „Super Express”: – Od wczoraj w całej Polsce trwa protest policjantów. Chcecie spełnienia kilku postulatów, w tym powrotu do systemu emerytalnego sprzed szczęściu lat. Pracownicy policji mogli wtedy przechodzić na wcześniejszą emeryturę. Domagacie się również 650 zł oraz pełnej pensji za nadgodziny. Rozmawiacie już o tym z MSWiA?

– Rafał Jankowski: – Tak. Muszę przyznać, że od kiedy ministrem został Joachim Brudziński, to rozmowy między związkami zawodowymi policji z resortem zaczęły się na dobre.

– A wcześniej?

– A wcześniej straciliśmy sporo czasu. Nikt nie chciał nas słuchać.

– Skoro minister Brudziński podjął się naprawy złej sytuacji, to po co protest? Te rozmowy chyba was nie zadowalają…

– Te rozmowy trwają od dłuższego czasu, spotykaliśmy się wiele razy. Nie liczba spotkań, a ilość załatwionych spraw powinna grać główną rolę. Na razie tych załatwionych jest niewiele.

Jakie nastroję panują wśród stróżów prawa?

– Może to zabrzmi dziwnie, ale jako szef związku jestem osobą, która wręcz studzi nastroje w szeregach! To, jak bardzo atmosfera jest podgrzana jest nawet niepokojące. Wśród policjantów wrze.

Co jest sednem problemu? Kłopoty nie zaczęły się przecież wraz z przejęciem władzy przez PiS. To zapewne podobna sytuacja jak w służbie zdrowia. Problem narastał, był spychany przez kolejnych polityków, na następców z innych rządów…

– To prawda, problem nie zaczął się rok, czy dwa lata temu. Kwestia kłopotów polskiej policji to okres wielu lat.

To co się zmieniło?

– Teraz mamy apogeum problemu. Ponadto prawica przed wyborami obiecała, że tę sprawę załatwi. I przez dwa lata rządów nic się nie działo. Nie załatwiła. MSWiA zabiera się do tego jak pies do jeża.

– Za PiS naprawdę nic się nie zmieniło?

– Dobrze, coś jednak się zmieniło. Wprowadzenie ustawy modernizacyjnej jest plusem. Jednak to wciąż za mało.

Za czasów Platformy zamykano komisariaty. PiS szczyci się, że je ponownie otwiera. Od was słyszymy jednak, że jest coraz mniej chętnych do pracy w policji. Jak jest naprawdę?

– W policji brakuje ponad sześć tys. ludzi. Te braki będą jeszcze bardziej odczuwalne, ponieważ ludzi nie ma czym zachęcić. To są jednak dość kiepskie płace, a i w głowę można dostać… Otwierać komisariaty? Tak, to dobry pomysł i trafny ruch, ale kto ma w nich pracować? Do tego, żeby nie stały puste, trzeba ludzi czymś przekonać.

– Może policjanci mają zbyt wygórowane oczekiwania i trzeba pójść na jakieś ustępstwa? Może nie chcecie kompromisu, ale zasady: wszystko albo nic?

– Bardzo dobrze, że pani o to pyta. My rozumiemy, że Joachim Brudziński to nie jest David Copperfield. Nie pstryknie palcami, aby na policję pojawiło się nagle więcej pieniędzy. My mamy dosyć obietnic i chcemy konkretnych propozycji. W obietnice już nikt nie uwierzy.

– To 650 zł miesięcznie to minimum?

– To pierwszy krok. Zależy nam, aby w styczniu 2019 roku uzyskać 650 zł a rok później jeszcze 400 zł. I my nie chcemy tych środków już dziś! Rozumiemy, że w budżecie na rok 2018 pieniądze na policję nie są przewidziane. Zależy nam na porozumieniu opisującym przyszłe lata i nie są to oczekiwania wygórowane.

– Wasza akcja protestacyjna została dostrzeżona. Zaciekawił mnie jeden z jej elementów. Zapowiedzieliście, że rezygnujecie z wystawiania mandatów za drobne przewinienia. Piwko pod chmurką jest na czas protestu policji legalne?

– To nie tak. Wszyscy dowiedzieli się omyłkowo, że my teraz nie będziemy karać. Nic z tych rzeczy! Policja i policjanci zawsze będą stali na straży prawa. To niezmienne.