Samo policyjne życie. Wspomniałby jeszcze i policyjnych systemach informatycznych, wolnych i niewydolnych. Jest ich wiele, każdy niekompatybilny innym. Do każdego trzeba wklepywać te same dane. Zajmuje to bardzo dużo czasu, tak prozaiczna rzecz jak grafik służby wpisywany jest do kilku systemów oddzielnie. Służbę każdego policjanta, dzień za dniem trzeba osobno wpisać w kilka miejsc, a później aktualizować w związku ze zmianami w ciągu miesiąca, których jest sporo. Oczywiście cały czas aktualna wersja papierowa.  Dyżurni cały czas mają otwarte kilka okien, różnych systemów. trudno to wszystko wymienić, ale pewne jest jedno : sztab ludzi siedzi i robi tylko to, dużo sprzętu komputerowego używane jest tylko do tego. A gdyby tak ograniczyć się do minimum potrzebnych informacji spiętych w jeden system.  Czy to u nas jest możliwe?

Gliniarze mają dość. W tak złych warunkach jeszcze nie pracowali

Nędzna pensja i nadgodziny, za które nikt nie płaci. Komendy, w których meble pamiętają PRL. Brak papieru do drukarek i zawirusowane komputery. Radiowozy, które ledwo jeżdżą. Za kilka dni w ramach protestu mundurowi mają wyjść na ulice.
Średniej wielkości miasto na południu Polski. Noc, w radiowozie dwaj młodzi policjanci, którzy będą patrolować ulice do rana. Po północy dostają informację o bójce w parku. Dyspozytor uprzedza, że może być gorąco. W zadymie bierze udział co najmniej kilkanaście osób, prawdopodobnie kiboli, którzy są pijani i mogą mieć przy sobie ostre narzędzia. Centrala przypomina, by patrol zachował ostrożność.
Policjanci wiedzą jednak, że tej nocy są jedynym patrolem na terenie powiatu, więc jeśli znajdą się w niebezpieczeństwie, mogą liczyć tylko na siebie. Nikt im nie pomoże, a na pewno nie tak szybko, jakby chcieli. Mijają minuty, radiowóz stoi. Mijają kolejne. Kiedy wreszcie auto rusza, jedzie do parku powoli, okrężną drogą. – W sytuacji kiedy policjanci nie mogą liczyć na wsparcie, muszą minimalizować ryzyko – wzrusza ramionami Jarek (12 lat w służbie patrolowej). – Przy takich okazjach mówimy, że lepiej oglądać dym z daleka niż ogień z bliska. Mówiąc krócej, pozwalamy, by problem rozwiązał się sam.
Kiedy Jarek kończył szkołę policyjną, słyszał, że patrolówka to sól policyjnego zawodu. Że każdy porządny glina musi przez nią przejść, bo żadna szkoła nie zastąpi ulicy. Ale też, że trzeba uważać, bo ulica nie wybacza błędów. Policjant z patrolówki musi mieć oczy naokoło głowy. Inaczej podczas głupiej domowej interwencji może się zdarzyć, że facet, który w jednej chwili smaruje chleb masłem, w następnej wbije ci nóż w plecy. – Starzy policjanci wiedzą, jak się zachować – mówi Jarek. – Znają środowisko, środowisko zna ich. Na mieście wiedzą, któremu policjantowi można się postawić, a któremu lepiej nie, bo mu się szybko ręce pocą. Gdyby w patrolu wezwanym do bójki w parku siedział choć jeden stary policjant, mógłby zaryzykować interwencję. Czasami wystarczy kogoś położyć na ziemi, skuć kajdankami i reszta mięknie. Ale do tego trzeba mieć doświadczenie i budzić respekt. Młodzi policjanci, którym kanapki do pracy robią matki, respektu nie budzą – mówi.

Dalej…

źródło : http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/581671,mundurowi-policja-praca-warunki-protest.html