Po placówkach służby zdrowia nadzorowanych przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji należałoby się spodziewać, że stoją otworem przed policjantami. Okazuje się jednak, że znaczek „Służba Zdrowia MSWiA” nie wyróżnia tego miejsca, w którym policjant znajdzie pomoc na zasadach preferencyjnych. Ten znaczek dla policjanta oznacza dziś tyle, ile znaczek każdej innej kliniki oferującej pomoc szpitalną i ambulatoryjną.

Do Warmińsko-Mazurskiego Zarządu Wojewódzkiego NSZZ Policjantów wpływa coraz więcej skarg, że policjanci, którzy zachorowali bądź doznali urazów w związku ze służbą, na Poliklinikę nie mają co liczyć. Szybkiej pomocy nie uzyskają tam też ci policjanci, którzy wymagają opieki lekarza psychiatry. Kto może więc liczyć na szybką pomoc Polikliniki?

Beneficjentami 29 placówek służby zdrowia podległych MSWiA są niewątpliwie osoby zajmujące kierownicze stanowiska państwowe. Ma to się odbywać na podstawie ustawy z dnia 31 lipca 1981 r. o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe (Dz. U. z 2011 r. poz. 430 z późn. zm.). W przypadku policjantów, nawet badania profilaktyczne realizowane są w większości województw poza poliklinikami.

Z pewnością na większość pytań i wątpliwości nie znajdziemy ani szybkiej odpowiedzi, ani też rozwiązań, które zadowoliłyby policjantów od zaraz. Niemniej jednak utrzymywanie tylu placówek podległych naszemu resortowi czemuś niewątpliwie służy. Chcielibyśmy przyjrzeć się temu problemowi bliżej i zastanowić się, co należy zmienić, by poliklinika służyła też policjantom. Warmińsko-Mazurski Zarząd Wojewódzki złożył w tej sprawie wniosek do Komendanta Wojewódzkiego Policji o zorganizowanie spotkania z dyrektorem olsztyńskiej placówki.

Dlaczego adresatem wniosku stał się Komendant Wojewódzki Policji? Po pierwsze dlatego, że z urzędu jest on członkiem rady społecznej, posiadającej kompetencje organu inicjującego i doradczego w stosunku do ministra oraz dyrektora polikliniki, a po drugie – w jego interesie leży, aby policjanci, którzy ucierpieli w wypadkach bądź zachorowali, wracali do służby jak najszybciej.

Sławomir Koniuszy