Żeby Program Modernizacji nie musiał być uzupełniony o Program Naturalizacji…

Prawa ekonomiczne, także te dotyczące rynku pracy działają niezależnie od naszej woli, czy chęci. Wkrótce sytuacja na rynku pracy znacznie się pogorszy, alarmuje Rzeczpospolita w artykule zatytułowanym: „Rynek pracy rażony demograficzną zapaścią”.

Resort MSWiA, a właściwie Rząd – powinien niezwłocznie podjąć radykalne decyzje w sferze uposażeń i świadczeń emerytalnych dla funkcjonariuszy i uczynić je na tyle atrakcyjnymi, by zgarnąć z rynku pracy młodych, póki jeszcze są do wzięcia.

Można sobie wyobrazić imigrantów w każdym zawodzie ale nie w służbach mundurowych. Przy czym oczywiście pozostaje jeszcze problem obywatelstwa polskiego wymagany ustawowo. Żeby Program Modernizacji nie musiał być uzupełniony o Program Naturalizacji…

Zgodnie z ustawą o Policji, służbę w tej formacji może „(…) pełnić może obywatel polski o nieposzlakowanej opinii, który nie był skazany prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, korzystający z pełni praw publicznych, posiadający co najmniej średnie wykształcenie oraz zdolność fizyczną i psychiczną do służby w formacjach uzbrojonych, podległych szczególnej dyscyplinie służbowej, której gotów jest się podporządkować, a także dający rękojmię zachowania tajemnicy stosownie do wymogów określonych w przepisach o ochronie informacji niejawnych”. (…)

***********

Mimo że firmy na gwałt szukają chętnych do pracy, liczba młodych pracujących szybko spada. Ratunkiem mogą być już tylko imigranci – pisze Rzeczpospolita
Trwające od dwóch lat ożywienie na rynku pracy spowodowało, że także młodzi ludzie na starcie kariery zawodowej mogą się poczuć trochę swobodniej. Stopa bezrobocia wśród osób w wieku 15–24 lata spadła na koniec 2017 r. do rekordowo niskiego poziomu 14,8 proc. (z 27,3 proc. na koniec 2013 r.), a wśród osób w wieku 25–34 lata – do 4,5 proc. (z 10,7 proc. jeszcze cztery lata temu) – wynika z Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności prowadzonych przez GUS. Za to wskaźnik zatrudnienia w tych grupach skoczył do rekordowo wysokich poziomów.

MNIEJ KOBIET

A jednak na tym pozytywnym obrazie rysuje się poważna rysa. Okazuje się, że liczba pracujących młodych ludzi (w wieku od 25. do 34. roku życia) w 2017 r. zmniejszyła się aż o 88 tys., podczas gdy w starszych grupach wiekowych zwykle rosła. Może trudno mówić już o tąpnięciu, ale tak duży spadek jest zaskakujący i niepokojący. Dla porównania – w 2013 r., gdy polski rynek pracy przechodził prawdziwe załamanie, ubyło z roku na rok 73 tys. młodych pracujących.
Skąd te spadki? Nieco paradoksalnie to efekt poprawy na… rynku pracy i 500+. Bo im Polacy pewniej czują się pod względem dochodowym, tym rodzi się więcej dzieci. A im więcej dzieci, tym więcej kobiet chce i musi się nimi zajmować, rezygnując z aktywności zawodowej.
– Na dziś polityka państwa w sensie finansowym zachęca młode kobiety, które mają więcej niż jedno dziecko, do dłuższego pozostawania poza rynkiem pracy – zaznacza Joanna Tyrowicz z Uniwersytetu Warszawskiego i ośrodka badawczego GRAPE. – W statystyce publicznej kobieta na urlopie macierzyńskim jest osobą pracującą, ale na urlopie wychowawczym jest już nieaktywna – dodaje. Ubytek pracujących kobiet (w wieku 25–34 lata) wyniósł aż 51 tys. rok do roku.

CZARNA WIZJA JUŻ TERAZ

Ale 500+ to nie wszystko, zaczyna się też bowiem realizować zapowiadana katastrofa demograficzna, która będzie mieć bardzo negatywny wpływ na polski rynek pracy i gospodarkę. Na rynku pracy w ogóle pojawi się bowiem coraz mniej młodych. – Grupę wiekową od 25 do 34 lat właśnie opuszczają roczniki wyżu demograficznego z przełomu lat 70. i 80. – wyjaśnia Piotr Lewandowski z Instytutu Badań Strukturalnych. – Dołączają do niej roczniki z początku lat 90., ale są one znacznie mniej liczne – dodaje. W 2017 r. mieliśmy w Polsce ok. 530 tys. 25-latków, ale jeszcze dziesięć lat temu – 630 tys.
– Właśnie znaleźliśmy się na tym etapie, gdy zjawisko spadku podaży pracy z powodów demograficznych będzie przybierać na sile – dodaje Lewandowski. – To nieuniknione – wtóruje Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. – Kolejne roczniki wchodzące na rynek pracy są coraz mniej liczne. Chcąc nie chcąc, pracodawcy muszą zacząć się przyzwyczajać, że trudniej będzie im znaleźć do pracy młodych ludzi – dodaje.
Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, zwraca uwagę, że choćbyśmy nie wiem jak się starali pod względem polityki pronatalistycznej, to ubytków w liczbie młodych ludzi nie da się w ten sposób uzupełnić. – Te dzieci, które rodzą się teraz, zaczną wchodzić na rynek pracy dopiero za jakieś 20 lat. Tak długo nie możemy czekać. Tym bardziej że – jak pokazują badania – wiek pracowników wpływa na efektywność całej gospodarki. To młodzi ludzie są największym nośnikiem innowacji, nowych pomysłów i rozwiązań – wylicza Łaszek. – Im tych innowatorów będzie mniej, tym gorzej – dodaje.
Według różnych prognoz w 2030 r. na polskim rynku pracy brakować już będzie 1,5 mln osób, a w 2050 – ok. 10 mln. Eksperci są więc zgodni, że państwo już teraz musi działać, by zapobiec tej katastrofie.

IMIGRANCI POMOGĄ?

– Gdyby liczba ludności w Polsce spadała równomiernie we wszystkich grupach wiekowych, gospodarka sama dostosowałaby się do zmian. Ale my mamy do czynienia ze starzeniem się społeczeństwa, czyli spadającą liczbą osób młodych i pracujących, a rosnącą liczbą osób starszych, których muszą utrzymać osoby pracujące – tłumaczy Lewandowski. – Podatki nakładane na pracę będą musiały być coraz większa, a to jeszcze bardziej będzie wypychać pracowników z Polski. To zamknięte koło, z którego trudno się wyrwać – dodaje Wojciechowski.
Jego zdaniem Polska powinna tworzyć takie warunki, by zatrzymać i zachęcić do pracy u nas jak najwięcej imigrantów. – Tym bardziej że są to zwykle ludzie młodzi – dodaje.
– Można także starać się uzupełniać ubytki w liczbie młodych pracowników zwiększeniem aktywności zawodowej w innych grupach wiekowych. Przede wszystkim w grupie 55+, co wymagałoby jednak podniesienia wieku emerytalnego, oraz w grupie kobiet pomiędzy 25. a 40. rokiem życia poprzez zwiększenie dostępności instytucjonalnej opieki nad dziećmi – podpowiada Lewandowski. – Poza tym młodym ludziom wciąż wcale nie jest łatwo wchodzić na rynek pracy, bo nikt nie przekazuje im umiejętności poruszania się na nim. Może warto zacząć od takich prostych rzeczy – dodaje Tyrowicz.

Anna Cieślak-Wróblewska