Bandyta myśli, że pobije policję. Nie, on bije człowieka. Górnik Konin kontra gliniarz

– Chce pan ludzkiej historii? To świetnie, bo wszyscy zapominają, że ja też jestem człowiekiem – mówi Marek, były policjant z Konina. Osiem lat temu koledzy nieprzytomnego wynosili go ze stadionu. Dziś miejscowy klub błaga o kasę, żeby mu zapłacić.

Marek kładł się wieczorem do łóżka, zamykał oczy i opowiadał żonie, że leży nad morzem. Szum w głowie i uszach przypominał mu plażę na Bałtykiem. Tak „miło” było przez tydzień, potem dzień po dniu frustrował się coraz bardziej. Po ośmiu latach nieustannego szumu w głowie Marek już wariuje. Nie ma też żony, której mógłby w łóżku o tym opowiedzieć.

Człowiek z miasta 

– Hej ty, kiedy znowu przyjdziesz na mecz, żeby dostać wpier***? – usłyszałem już po tej akcji na stadionie, gdy byłem na spacerze z psem. – Wiele miałem potem takich zaczepek. Jestem stąd, z osiedla, oni też tu mieszkali. Znali mnie, to nie była tajemnica, że robię w policji – przyznaje Marek.

Był zwykłym policjantem, żadną tam szychą. Zanim na przełomie ustrojów został mundurowym, miał pracę w firmie eksportującej towary za granicę. Zaczął służyć, bo pociągała go idealistyczna wizja bezpiecznego świata i jego samego jako szeryfa pilnującego porządku. Kilka lat temu na autostradzie pracował przy wypadku, ale dostał na radio informację, że w jego stronę jedzie poszukiwany listem gończym bandyta. Dosyć ważny, bo jego auto ubezpieczało drugie z obstawą. Marek z kumplami zatrzymali go do kontroli.

– Imię i nazwisko, dokumenty poproszę… Dalej czytaj…

 

źródło: https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/796841/bandyta-mysli-ze-pobije-policje-nie-on-bije-czlowieka-gornik-konin-kontra-glinia