Gdzie jeszcze pracuje się dla idei? Tym zawodom budżet państwa płaci gorzej niż dyskont

autor: Karolina Nowakowska 04.03.2018 r.  http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/1085671,wynagrodzenia-w-sferze-budzetowej-sa-nizsze-niz-w-dyskoncie.html

W sferze budżetowej pracuje co piąty Polak. Większość z nich zarabia gorzej niż sprzedawca w dyskoncie.

Walczą o 100–200 zł. Tyle by wystarczyło, żeby zacząć żyć normalniej. Nie normalnie, bo jak sami mówią, do tego daleka droga. Ale wystarczyłoby, żeby zapłacić najpilniejsze zaległe rachunki, może mieć trochę cieplej w domu, dać kieszonkowe dzieciom. O kim mowa? O pracownikach domów pomocy społecznej, urzędnikach najniższego szczebla, aplikantach, pracownikach prokuratur i całej masie przedstawicieli innych zawodów będących na garnuszku państwa. A ten garnuszek nie jest już taki, jaki zapamiętaliśmy z lat 90.

17 lat temu Polacy, zapytani przez OBOP o najlepiej płatne zawody, odpowiedzieli: polityk, prawnik (sędzia, adwokat), prezes i lekarz. Na szarym końcu znaleźli się informatycy i handlowcy. Dziś okazuje się, że wyobrażenia Polaków o zarobkach przedstawicieli wielu zawodów z górnej półki mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Lekarze, prawnicy czy nauczyciele nierzadko zarabiają mniej niż sprzedawcy w dyskontach, którzy to jeszcze kilka lat temu byli synonimem niskich płac.

Nowy pracownik Lidla w zależności od lokalizacji sklepu zarabia 2550–3000 zł brutto. Po dwóch latach kasjer zarabia już 3000 do 3800 zł brutto. Kaufland na starcie płaci co najmniej 30 proc. więcej, niż wynosi płaca minimalna, w dużych miastach jeszcze więcej – w Warszawie od 3100 do 3400 zł brutto. Do tego we wszystkich sieciach pracownicy mogą liczyć na premie, bony czy inne udogodnienia. Wymagania? W zasadzie brak. Rąk do pracy jest mało, więc na zatrudnienie można liczyć od zaraz. Tymczasem nauczyciel stażysta (po trzech latach studiów) w szkole podstawowej zarabia brutto 2019 zł. Dużo nie dorobi, bo nie ma dodatku z tytułu wychowawstwa ani wysługi lat. Na rękę otrzymuje więc ok. 1550 zł. Sceptyczny czytelnik powie: no tak, ale mają długie wakacje, wolne święta i trzynastkę. Ale najmłodsi pracownicy więzień, policjanci, strażnicy miejscy, referenci – oni wszyscy zarabiają podobnie.

Podwyżka za Suchockiej

Wzrost płac poza sektorem prywatnym jest praktycznie niezauważalny, a ich udział w PKB jest na jednym z najniższych poziomów w historii. W połowie 2017 r. pensje w firmach zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników były o 6 proc. większe niż rok wcześniej. Pracujący w gospodarce narodowej zarabiali o 3 proc. więcej niż przed rokiem. Ich liczba również się zwiększyła – o 2,3 proc. W sferze budżetowej pracuje co piąty Polak.

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że udział płac w PKB Polski w 2014 r. wynosił 46 proc. To o 10 pkt proc. mniej niż wynosi średnia UE. W większości krajów odsetek ten wynosi powyżej 50 proc., i to nie tylko w państwach zachodniej Europy, ale również naszego regionu, także tych biedniejszych – np. w Bułgarii to 55 proc. Według szacunków Eurostatu w I kw. 2017 r. udział pracowników budżetówki wyniósł zaledwie 10 proc. w PKB.

Skalę problemu widać najlepiej, gdy zestawi się obecne wynagrodzenia pracowników różnych sektorów budżetówki ze średnim wynagrodzeniem za pracę z tymi sprzed paru lat. Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury wyliczył, że najsłabiej wynagradzani są pracownicy Prokuratury Rejonowej w Łodzi: 85 proc. osób zarabia tam do 3000 zł. Tylko nieco lepiej jest we Wrocławiu (82 proc.) i Gdańsku (80 proc.). W najlepszej sytuacji są pracownicy Prokuratury Rejonowej w Warszawie. Tu 71 proc. osób zarabia do 3000 zł, 16 proc. w przedziale 3001–3500 zł, 11 proc. w przedziale 3501–4000 zł i 4 proc. powyżej te sumy. Tylko w prokuraturze w Poznaniu są pracownicy, którzy otrzymują wynagrodzenie powyżej 4500 zł. Tylko w trzech (Kraków, Poznań i Warszawa) ktoś zarabia w przedziale 4001–4500 zł. Słowo „ktoś” jest na miejscu, ponieważ są to odsetki na poziomie 1 proc. (z wyjątkiem Warszawy). Również we wszystkich prokuraturach, poza stołeczną, w przedziale 3000–3500 zł zarabia mniej niż 10 proc. pracowników.

(…) Jeszcze inną możliwość widzi Karol Muszyński, którego zdaniem proces kształtowania płac powinien odbywać się na drodze zawierania układów zbiorowych. – Wiodące związki zawodowe sektora publicznego powinny zawierać z rządem ramowe porozumienia wyznaczające ogólne reguły kształtowania płac, w obrębie których następnie negocjowane byłyby układy zbiorowe w poszczególnych podmiotach publicznych. Jest to rozwiązanie, które umożliwia stały wzrost płac nadążający za wzrostem gospodarczym, a równocześnie utrudnia nieuzasadnione faworyzowanie pracowników przez pracodawców w sektorze publicznym. Zbliżone rozwiązania istnieją w Szwecji i Finlandii – zauważa. (…)

Czytaj cały tekst.

 

 

źródło: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/1085671,wynagrodzenia-w-sferze-budzetowej-sa-nizsze-niz-w-dyskoncie.html