Wystawiony

Skaleczył się w szarpaninie ze złodziejem. Może ma HIV. Może gorszą chorobę zakaźną. Nie miał rękawiczek, w szpitalu nie dali mu leków. Na wszelki wypadek uważniej bawi się z dziećmi. Czy nadal będzie policjantem?

To jest historia o człowieku, który na co dzień służy innym, a dzisiaj czeka na wynik testu. Synek podszedł, przytulił: tata, nie płacz. Ma trzy lata, a młodszy dopiero rok. Za mali, żeby zrozumieć, co to znaczy HIV. Co to znaczy być po ekspozycji na HIV. Mieć kontakt z zakażoną krwią w czasie interwencji policyjnej. W szarpaninie z pijanym złodziejem kiełbasy. Że może stracić w ten sposób pracę, całe życie.

Przez dwucentymetrową ranę.

On, potężny mężczyzna. Nic nie powiedział chłopcom, tylko bawi się z nimi ostrożniej. Żeby się nie zranić, żeby oni się nie zranili. Nie sądził, że zobaczą, jak tata popłakuje. Cały czas musi to mieć w głowie: „może mam HIV”. Odpędzać myśl: „co będzie, gdyby. I tu wielokropek”. Bez rękawiczek Ma pamięć do dat. 5 lipca 2011 roku rozpoczął służbę w policji. Miał 29 lat i żonę, która nigdy mu tej pracy nie wypomniała. 1 listopada 2016 roku przeniósł się z komisariatu w Katowicach do komisariatu w rodzinnym Radzionkowie i jest tam do teraz, cały czas w wydziale prewencji.

– Nieraz naruszono moją nietykalność cielesną. Pracuje się z narażeniem życia, tak jak się ślubowało. Nie ma kokosów, społeczeństwo nie zawsze docenia, ale trzeba robić swoje. Nawet dzisiaj nie żałuje, że to robi. I gdyby ten dzień się powtórzył, zrobiłby – jest tego pewien – wszystko dokładnie tak samo. 3 listopada 2017 roku skaleczył się w sklepie. Pamięta godzinę – wysłali go do tego sklepu około 22. Powinien pamiętać ze szkolenia: nie daj się zadrapać. Pomyśleć: załóż rękawiczki.

Z komisariatu mógł wziąć dowolną liczbę takich lateksowych. Wziął dwie pary, włożył do kieszeni. Zakłada je, gdy musi dotknąć kogoś brudnego, chorego, zwłoki. Ale to miało być zwykłe zatrzymanie złodzieja kiełbasy. Nikt nie ma wypisane na czole: jestem nosicielem choroby. Krwawiące ofiary wypadków drogowych, ofiary pobić, uczestnicy bójek, kaszlący bezdomni – każdy może mieć HIV. Ale co wytrzyma lateks? Poza tym jest śliski, sprawca może się wywinąć. Miał jeszcze przy sobie skórzane rękawice. Każdy policjant, który chce czuć się bezpiecznie, kupuje z własnej kieszeni takie drogie – odporne na przekłucia, przecięcia, rozdarcia. Ale ludzie źle patrzą na policjanta w rękawicach. Bo co oni, trędowaci są? Nie założył rękawiczek.

A złodziej kiełbasy nie chciał się wylegitymować. Nie chciał, żeby go przeszukali, ani pójść z nimi obejrzeć nagrania ze sklepowego monitoringu. Cuchnął alkoholem. Bluzgał na policjantów, popychał ich, próbował uciec. Zastosowali chwyt transportowy. Zaczął się szarpać. No to go położyli na ziemi, skuli i zaprowadzili na zaplecze sklepu. Wtedy policjant zauważył, że krwawi z wnętrza dłoni. Nie pamiętał, kiedy się zranił, za dużo się działo i nic nie poczuł. Od skaleczenia mógł minąć najwyżej kwadrans.

Z dwucentymetrowego przecięcia krew lała się obficie.

Umył ręce mydłem, opłukał wodą, wytarł. To pierwsza zasada profilaktyki po ekspozycji na wirus HIV: natychmiast przemyć ranę dużą ilością wody z mydłem. Ale on jeszcze nie wiedział, że właśnie wkracza na tę drogę. Dowie się przypadkiem. Po kilku minutach. Bez sprawdzenia nosiciela Złodziej miał tę kiełbasę w kieszeni. Wzięli go na komisariat potwierdzić dane. – Chodź tu, popatrz – dyżurny zawołał zranionego policjanta do komputera. Spojrzeli na ekran. Okazało się, że mają tego złodzieja w rejestrze karanych. Że miał zarzuty za zakażanie wirusem HIV. – Zacząłem się śmiać. Patrzyłem, jak krew leci mi z ręki i śmiałem się. A później… Nie jestem w stanie tego opisać. Z każdą chwilą czułem się gorzej. W pewnym sensie miał szczęście. Gdyby nie ten rejestr, nie miałby pojęcia, co mu grozi. Nie mógłby zmusić złodzieja kiełbasy do testu na HIV.

  • Konstytucja RP gwarantuje każdemu człowiekowi nietykalność osobistą i wolność osobistą podejmowania decyzji o swoim losie i prywatności.
  • Konstytucja RP, art. 41 Kto wykonuje zabieg leczniczy bez zgody pacjenta, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności.
  • Kodeks Karny, art. 192 § 1 Postępowanie diagnostyczne, lecznicze i zapobiegawcze wymaga zgody pacjenta.
  • Kodeks Etyki Lekarskiej, art. 16

– Masz HIV? – zapytał. Złodziej potwierdził: – Mam HIV i HCV. Oba wirusy tak samo zabijają. HCV, który powoduje wirusowe zapalenie wątroby typu C, może doprowadzić do marskości i raka wątroby. Ale policjanta nikt nie straszył żółtaczką tak, jak wirusem HIV. Zaczął dokładnie oglądać złodzieja. Mógł się zakazić tylko wtedy, jeśli złodziej też miał ranę. Przerwaną ciągłość tkanki skórnej. Bo musi nastąpić wymiana płynów ustrojowych. Wymieszanie krwi. – Miał krew na nadgarstku – mówi policjant. – Biję się dzisiaj w pierś, że nie wziąłem jakiejś mokrej szmatki i nie przetarłem mu tego nadgarstka. Ale skoczyło mi ciśnienie. Zagotowałem się. Ta krew mnie odepchnęła. Wszystkich odepchnęła. Nikt w komisariacie nie sprawdził, czy złodziej kiełbasy został skaleczony.

Bez leków

Parę minut po północy był już na oddziale zakaźnym szpitala w Chorzowie. To jeden z ośrodków na liście Krajowego Centrum ds. AIDS, polecanych w profilaktyce poekspozycyjnej. Była już sobota, tuż po północy, dwie godziny po skaleczeniu. Według zaleceń sanepidu, jeśli wystąpiło ryzyko zakażenia HIV, należy jak najszybciej przyjąć leki antyretrowirusowe, najlepiej w ciągu dwóch pierwszych godzin i do 48 godzin najpóźniej. Niektórzy specjaliści dają zakażonemu 72 godziny. Potem lek już nie zadziała. Ryzyko zakażenia ocenia lekarz. Policjant z Radzionkowa przyjechał do szpitala w mundurze, inny policjant przywiózł go radiowozem. Opowiedział lekarce, co się stało, pokazał dłoń. – Zapisała w dokumentacji medycznej „zadrapanie”. Rana już się zasklepiła, ale była głębsza – mówi.

Sanepid: ryzyko zakażenia istnieje przy zakłuciach skóry, zadrapaniach, skaleczeniach, pęknięciach, otarciach naskórka, zmianach zapalnych, ranach, owrzodzeniach, zmianach atopowych.

Z drugiej strony leki antyretrowirusowe dają skutki uboczne. Trzeba je brać przez 28 dni. I są bardzo drogie, w całości refundowane. Policjant: – Lekarka zapytała, jakie mam dowody na to, że tamten mężczyzna ma HIV. Pokazaliśmy jej wydruk z naszego systemu o tym mężczyźnie. Dla nas to pewnik. Powiedzieliśmy, że on to potwierdził. Ale lekarka powiedziała, że co drugi pacjent mówi, że jest zakażony, a potem wszyscy okazują się zdrowi. Nie uwierzyła nam. Pytała: macie jego wyniki badań krwi? A skąd mieliśmy mieć? Zapisała w mojej dokumentacji: nie było kontaktu z materiałem biologicznie zakaźnym. Pobrali mu krew do badań. Przeciwciała anty-HIV można wykryć dopiero po kilku tygodniach od zakażenia, ale profilaktyka poekspozycyjna zaleca najpierw wykluczenie, czy pacjent nie był chory już w chwili ekspozycji. I odesłali go do domu. – Nie dostałem żadnych leków. Lekarka powiedziała, żebym był dobrej myśli, że oni są specjalistami i wiedzą, co robią. Wrócił na komisariat dokończyć robotę papierkową. W domu był o czwartej nad ranem. Żona nie spała, bo młodszy syn chorował. Usiedli na łóżku i płakali do rana.

Tej samej soboty około południa wrócił do szpitala w Chorzowie po wyniki badań. Przyjęła go inna lekarka. – Byłem zdrowy – mówi. – Ale ona dała mi też wyniki badań tego mężczyzny zatrzymanego w sklepie. Drugi patrol przywiózł go kilka godzin po mnie. Nie kłamał, ma HIV i HCV i jest pacjentem tego szpitala. Znali go. – Pani doktor powiedziała, żebym był spokojny – mówi policjant. Nie pamięta, żeby powiedziała: niech pan będzie spokojny, bo tamten złodziej nie miał rany. Wrócił do domu i niepokój tylko rósł. Trzeci raz pojechał do chorzowskiego szpitala. – Zapytałem lekarkę, czy jednak nie można by podać mi tych leków. Kolega brał, wiem, co to znaczy. Wolałbym obciążyć wątrobę niż żyć w takim strachu. Ale lekarka powiedziała, że pielęgniarki nieraz zakłuwały się zużytymi igłami i nic im nie jest. Adam Witor, dyrektor medyczny szpitala specjalistycznego w Chorzowie: – Nie każdemu pacjentowi, który zgłasza się do nas po ekspozycji na wirus HIV, podajemy leki. Sugeruje się wdrożenie profilaktyki, jeśli jest udokumentowane wstrzyknięcie zakażonej krwi oraz wysokie prawdopodobieństwo, że człowiek, od którego pochodzi ta krew jest zakażony. W przypadku HIV – w porównaniu z innymi wirusami – tej krwi musi być stosunkowo dużo. Przy otarciu naskórka ryzyko zakażenia jest znikome, nawet nie wszystkie zakłucia są groźne.

A poza tym: – We wskazaniach leków antyretrowirusowych nie ma profilaktyki poekspozycyjnej, ponieważ nie ma badań klinicznych w tym kierunku. Takie badania wymagałyby narażenia na zakażenie osób zdrowych. Istnieją jedynie badania obserwacyjne, w których wykazano zmniejszenie ryzyka zakażenia u małp o około osiemdziesiąt procent. Podajemy te leki pacjentom po ekspozycji przez analogię – bo leczymy nimi zakażonych. Ale nie ma gwarancji, że zahamują rozwój wirusa. Powinny być podawane przez doświadczonego lekarza jedynie w uzasadnionych przypadkach, bo nie są obojętne dla zdrowia. Jeżeli ryzyko zakażenia jest znikome, rozmawiamy wtedy z pacjentem, czy chce przyjmować leki i podajemy je na jego prośbę – mówi Witor. Ale policjant z Radzionkowa tego nie usłyszał. W poniedziałek rano zadzwonił do szpitala umówić się na pierwszy test po ekspozycji. Od skaleczenia w sklepie minęły już prawie 72 godziny.- Pielęgniarka powiedziała, że powinienem pilnie skontaktować się z lekarzem i nie rozłączając się, odłożyła słuchawkę na biurko. Słyszałem w tle rozmowę lekarzy. Mówili o mnie. Jeden pytał drugiego: „Czemu nie podano mu leków?”. Rozsypałem się wtedy. Do policjanta lekarz powiedział: – Wszystko będzie dobrze, proszę przyjść na badania za dwa miesiące.

Bez L4

Jeszcze w dniu skaleczenia, 3 listopada, komenda zaproponowała policjantowi opiekę psychologa. Nie skorzystał. Nie wygląda to dobrze. Policjant powinien być twardy. Był pewien, że da sobie radę sam. 8 listopada poszedł do psychologa. Ten wysłał go do psychiatry, który wystawił policjantowi zwolnienie lekarskie. Ale po ośmiu tygodniach musiał wrócić do pracy. – 80 procent mojej pensji to za mało dla naszego budżetu domowego. Żona jest pracownikiem sądu, też niewiele zarabia – mówi. Komisja lekarska dopiero rozpatrzy, czy należało mu się 100 procent wynagrodzenia, czy ekspozycja na HIV spowodowała uraz i ewentualnie wyrówna wypłatę.

Kazimierz Barbachowski

Kazimierz Barbachowski, wiceprzewodniczący zarządu głównego NSZZ Policjantów: – Woziłem policjantów do szpitala w Chorzowie na profilaktykę poekspozycyjną. Jednemu zatrzymywana osoba napluła w oczy. Wielokrotnie próbowano zastraszyć policjantów groźbami zakażenia AIDS albo innymi chorobami. To dla nas poważny problem, bo nie wolno od takich osób zażądać wyników badań. Policjant nie dostał leków, bo ryzyko zakażenia małe. Ale w ślinie mogła być krew. I strach jest. Na czas badań policjant ograniczył kontakty z rodziną. To traumatyczne doświadczenie, strach przez pół roku. Słyszałem o policjancie, który stracił przez to żonę. Młody, zupełnie osiwiał. 9 stycznia rano policjant z Radzionkowa miał pierwszy test po ekspozycji. Po południu zadzwonił do szpitala po wyniki. Minus. Ulga. Drugi test będzie lada dzień, 7 marca. – Dopiero on wykluczy HIV – mówi policjant. Jest pełen nadziei. To będzie pięć miesięcy od skaleczenia. A potem jeszcze w maju test na obecność HCV. – I po tych wszystkich miesiącach – mówi – jak wszystko będzie negatywne, będzie już dobrze. Będzie już koniec.

 

Maciej Dziergas

– Wierzymy, że policjant z Radzionkowa będzie zdrowy. Ale nawet jeśli okaże się inaczej, zostanie przesunięty do innego wydziału. Policjant z HIV nie powinien pracować przy drodze i interwencjach. Dla własnego dobra i również dlatego, że nie chce wyrządzić ewentualnej krzywdy innym. Ale nie powinien zostać usunięty z policji – mówi Maciej Dziergas, wiceprzewodniczący śląskiego zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów d/s kontaktów z mediami. Bez przyszłości W świetle prawa nie jest to takie oczywiste. W 2006 roku inny policjant, z Pomorza, stracił pracę po wykryciu wirusa HIV. Miał 28 lat i 8 lat stażu w policji. Na badaniach okresowych zrobił sobie test na HIV, który nie był wtedy i do dzisiaj nie jest obowiązkowy. Pielęgniarka, bez zgody policjanta i wbrew prawu, poinformowała o wynikach komisję lekarską.

 

 

  • Lekarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy informacji związanych z pacjentem, a uzyskanych w związku z wykonywaniem zawodu.
  • Ustawa o zawodzie lekarza, art. 40.
  • Cokolwiek bym podczas leczenia, czy poza nim, z życia ludzkiego ujrzał, czy usłyszał, czego nie należy na zewnątrz rozgłaszać, będę milczał, zachowując to w tajemnicy. Przysięga Hipokratesa, przedostatni akapit.
  • Przyrzekam (…) dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego. Przyrzeczenie Lekarskie, punkt 4

Niezdolny do pracy w policji – orzekła komisja. Nie mogła inaczej. Rozporządzenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w sposób jasny i kategoryczny wykluczało takich ludzi. Masz HIV – nie nosisz munduru. Policjant z Pomorza dostał trzecią grupę inwalidzką, rentę i możliwość pracy gdziekolwiek poza służbami mundurowymi. Jeździł na łyżwach, pływał, świetnie się czuł. Młody, pełen energii, pasjonat swojej pracy, postanowił walczyć – pisała o nim Grażyna Bartuszek w gazecie „Policja 997”. Odwołał się do sądu administracyjnego, a ten zapytał o opinię Trybunał Konstytucyjny.

Na tę odpowiedź czekali funkcjonariusze wszystkich służb mundurowych: nie można z automatu zwalniać policjanta z wirusem HIV, to niekonstytucyjne – stwierdzili sędziowie. To lekarze po badaniu zakażonego mają decydować, czy nadaje się do pracy i na jakim stanowisku. By chronić zdrowie, wolność i prawa innych osób, wystarczy przesunąć policjanta do laboratorium, administracji, szkolnictwa.

Sąd posłuchał Trybunału, a przełożeni policjanta z Pomorza nie odwołali się od wyroku. Wrócił do służby, pracuje za biurkiem. – Przetarł ścieżkę – mówi Bartuszek o swoim bohaterze. Był 2009 rok. W 2015 roku weszło w życie nowe rozporządzenie ministerstwa w sprawie wykazu chorób i ułomności, określających zdolność do służby w policji (oraz w straży granicznej, straży pożarnej i w Biurze Ochrony Rządu).

– Ustawodawcy długo zwlekali z dostosowaniem przepisów do wyroku Trybunału i nadal są one niejasne – mówi Jarosław Jagura z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Sam fakt nosicielstwa HIV już nie pozbawia możliwości bycia policjantem. Ale w nowym rozporządzeniu wykluczają to „defekty immunologiczne” i „upośledzenie odporności”. A czym to się różni od wirusa HIV?

Związkowiec Maciej Dziergas: – Policjanci w naszym kraju są za mało szanowani przez społeczeństwo. Zdarza się, że osoby, wobec których interweniujemy, nie podporządkowują się prawnym poleceniom, dochodzi do pyskówek, szarpaniny. Tak nie powinno się dziać w państwie prawa, którego jesteśmy przedstawicielami. Pełnimy służbę dla społeczeństwa i nie chcemy być przez nich traktowani jak wrogowie. Powinniśmy mieć chociaż wsparcie państwa. I w takiej sytuacji, jak ta z Radzionkowa policjant nie może zostać osamotniony. To karygodne, że nie dostał leków, nawet jak się o to upomniał, powinien także dostać zwrot części pensji za L4. Na razie u policjanta z Radzionkowa nic się nie zmieniło. Ma nadzieję zostać w służbie, „gdyby, tu wielokropek”. – Jeżdżę na interwencje, tylko zawsze ubieram rękawiczki, żeby nie zarazić obywatela. Nie jestem odrzucany przez kolegów. Nie odpychają mnie. Traktują na równi.

Bez paniki – Jeśli pierwszy test wyszedł negatywnie, małe prawdopodobieństwo, że drugi wyjdzie dodatni, że pacjent będzie miał HIV – pociesza policjant z Pomorza, który dzisiaj udziela porad w punkcie konsultacyjno-diagnostycznym Krajowego Centrum ds. AIDS w Warszawie. A jeśli jednak? – HIV nie jest dzisiaj śmiertelny. Jest jak rak czy inna choroba przewlekła. Ja żyję z kobietą, która nie jest zakażona. Przyjmuję leki i poziom wirusa – czyli wiremia – jest tak niski, że nie wychodzi w testach. Wystarczy używać osobnej szczoteczki do zębów. Ale kto używa wspólnej szczoteczki? HIV wciąż stygmatyzuje. Ja nie miałem sytuacji nieprzyjemnej. Ludzie podchodzili, pytali, jak to jest żyć z HIV. Z ciekawości. Nie z lęku, że jak mnie dotkną, to się zakażą. Podawali rękę. Ale co z pracą? – Kontaktowali się ze mną funkcjonariusze służb mundurowych, u których wykryto HIV. Żaden nie stracił pracy. Nie ma co panikować, zamartwiać się do przodu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, może do mnie napisać na adres Fundacji Edukacji Społecznej, zatytułować mail do policjanta. Wsparcie w takim momencie jest ważne. Lepiej pogadać z psychologiem, niż trzymać strach w sobie.

Skąd ten strach? – Z niewiedzy, z nieprzygotowania. Na badaniach okresowych znalazłem w swojej karcie obiegowej test na HIV. Powiedziałem lekarzowi, że to bezprawne, bo do takich badań potrzebna jest zgoda pacjenta. Był zaskoczony. Lekarze nie znają przepisów, policjanci nie znają swoich praw. A gdybym się o to nie upomniał i poddał badaniom, doszłoby dodatkowo do absurdu. Przy mojej niewykrywalnej wiremii wyszłoby, że jestem zdrowy. Dobrowolny test w punkcie konsultacyjnym poprzedzony jest rozmową i wyniki badań są poufne. Z wynikiem pozytywnym w karcie obiegowej policjant zostaje sam. Masz HIV i teraz się martw.

Nikt z moich rozmówców nie wiedział o takim prawie: – Policjant z HIV może pozostać w służbie na każdym stanowisku, nie musi być przesuwany z prewencji czy drogówki do innych oddziałów. To byłoby stygmatyzowanie. Wszystko zależy od niego, czy chce dalej pracować i gdzie, od jego stanu fizycznego i psychicznego i od komisji lekarskiej. Jeśli komisja orzeknie, że policjant z HIV jest zdolny do pracy z ograniczeniami, dopiero wtedy komendant musi mu zmienić stanowisko, a jeśli komisja orzeknie: niezdolny do pracy w policji, komendant musi go zwolnić. Ale policjant może się odwołać – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji.

za nszzp.pl